Kilka słów o zmianie i o przekonaniach

» Napisany przez Lip 2, 2017 w Blog

Kilka słów o zmianie i o przekonaniach

Ostatnio byłam w szpitalu na badaniach diagnostycznych (te trochę płynu w płucu, które nie poddaje się antybiotykom, sterydom i tak utrudnia mi życie -co jakiś czas ból i wciąż osłabienie i zadyszka po lekkim nawet wysiłku miało być głębiej przebadane) i pierwsze co mnie zdziwiło- to moja waga. Ostatnio dawno się nie ważyłam, a tu wynik jak w czasie moich zaawansowanych ciąży -tylko tu nic się nie urodzi.

A może jednak?

Kilka tygodni temu, gdy nastały cieple dni i chciałam pomalować sobie paznokcie u nóg ze zdziwieniem i niezadowoleniem stwierdziłam, że siedząc  w łóżku -nie dam rady tego zrobić, przeszkadzał mi mój brzuch. Pojawiło się niezadowolenie i trochę frustracji. Na paznokcie znalazłam sposób -wystarczyło usiąść na krześle i na drugim oprzeć stopy. Krytycznie przyjrzałam się mojemu brzuchowi i w tym samym momencie dotarło do mnie- że to jest odwrotnością tego czego potrzebuję. Potrzebuje akceptacji, zrozumienia i mądrego podejścia.

To mój brzuch wziął na siebie ciężar mojej choroby, najpierw rehabilitacja i ból związany z usprawnianiem potwornie przeciążonej ręki (w złej pozycji pomagałam trzymać ster adeptom żeglarstwa w czasie silnego wiatru), potem depresja sezonowa i na koniec zapalenie opłucnej, płuc i niemożność normalnej aktywności fizycznej od jakiegoś pół roku. Ból zwłaszcza przewlekły, stres tj. hormony ,które zostają uwolnione w wyniku stresu do organizmu i pewne leki zaburzają metabolizm. Organizm przechodzi w stan mobilizacji na przetrwanie i zaczyna odkładać zapasy na ”czas głodu”-to atawizm po naszych jaskiniowych przodkach ;-).

To będzie trwało -powrót do normalnej formy -jeśli w końcu ustanie przyczyna lub znajdę sposób aby w takim stanie jakoś się usprawniać. Wszystkie chciejstwa, aby ten proces przyspieszyć są strzelaniem sobie w kolano. (Presja, nieadekwatne do rzeczywistości oczekiwania ponownie generują stres i frustrację…a te zaburzają metabolizm i efekt odwrotny od oczekiwanego…)

Co dobrego jest dla mnie w tej sytuacji?

Z pewnością jest to dla mnie okazja na pogłębieniem akceptacji siebie bez względu na wygląd. Realnie mogę zbadać moje przekonania , które się uaktywniają i je zaktualizować. Lepiej mogę zrozumieć sytuacje i uczucia osób które z powodu choroby nagle przytyły i źle się z tym czuja. (Znam kilka i było dla mnie zdziwieniem, że tak to przeżywają, tak bardzo się na tym koncentrują generując niefajne emocje i obniżając poczucie własnej wartości-z zewnątrz patrząc to dla mnie miało poboczne znaczenie).

Nieoczekiwanie dla mnie z pomocą przyszedł mi emitowany na tv8 (do 16.06.17)program Trinny i Susannah ubieraja dunki. To było fantastyczne wsparcie -zobaczyć osoby z innego kraju, które tez borykają się z problemem-jak się ubrać aby dobrze wyglądać i czuć się w tym dobrze. Poznać swój nowy kształt figury, poznać sposób i rodzaje ubioru, które do niego pasują, zobaczyć ze kobiety z innego kraju tez maja z tym kłopot z powodu rożnych sytuacji czy to nietypowa figura, czy zdarzenie losowe czy trudny czas w życiu- chcą się ukryć i dlatego źle się ubierają -na czym cierpi ich samopoczucie jeszcze bardziej. Uśmiałam się, gdy Susannah opowiadała o swoich córkach -powiedziały jej, że jest jak  wieloryb i lepiej żeby nie wchodziła z nimi do wanny ,bo wyleje cała wodę. Ona opowiadała to jako anegdotę -pokazując, że wszystkie mamy brzuszek, oponkę ,ale to nie powód aby źle wyglądać czy źle się z tym czuć.

Efekt kilku tygodniowej ekspozycji zrobił swoje -nabrałam pewności, że nie jestem tak sama jak mi się to wydawało…zyskałam też wiedzę i odwagę by eksperymentować i szukać tego w czym dobrze wyglądam i się czuję.

Z lekkim żalem rozstałam się z większością moich letnich spodni i spodenek (te nie były elastyczne), przyciasne opinające się sukienki, bluzeczki i spódnice dołączyły do worka do PCK robiąc miejsce w szafie na nowe.

Zwróciłam uwagę, że w trakcie przymierzania nie ma dla mnie znaczenia numerek z rozmiarem, a tylko odczucie z ciała-nieprzyjemne uciskanie czy ograniczone ruchy, bądź krój eksponujący brzuch. Gdy znalazłam wśród rzeczy jedyne pasujące letnie spodnie (wtedy mocno za duże -ale był pasek!)-teraz idealnie leżące, bardzo się ucieszyłam. Uff, dam radę odbudować garderobę w wygodne ubrania.

Będąc w markecie sportowym(Decathlon) rzuciła mi się w oczy niska cena stroi kąpielowych -tych w całości. Akurat były tylko w kolorze granatowym. Wybrałam kilka rozmiarów i ruszyłam do przymierzalni. Ze zdziwieniem stwierdziłam, ze super wyglądam w granacie, krój i materiał tez idealnie sprawia, że wyglądam korzystnie. Teraz tylko czekam na siły aby ruszyć na basen.

Żeby nie było tak fajnie -dopadła mnie tam w przymierzalni też jedna niefajna myśl  ”No tak to już ten czas, zapomnij o bikini na plaży. W takich strojach chodzą panie w starszym wieku i te z wielkimi brzuchami”. Ciekawe :zmartwiło mnie tylko ”jak -niewygodnie będzie mi się przebierać na plaży z tego całego stroju…”Jednak póki co celem jest basen, a tam lepiej się pływa w całym kostiumie. W domu wymyśliłam- na plażę idealnie do bikini sprawdzi się moje piękne pareo.

Z ćwiczeniami również nieoczekiwanie przyszła mi z pomocą moja 7 letnia córka -rzucając mi z przedpokoju 1kg piłeczkę i wołając -”Łap mamo! Pomyślałam, że dawno nie ćwiczyłaś i będziesz chciała…” Piłki i taśm używałam do rehabilitacji i wzmocnienia mięśni ręki- już ten efekt osiągnęłam i dlatego przestałam. Zachęcona i zdziwiona zaczęłam ćwiczyć tam-gdzie byłam, na leżąco w łóżku i eureka! Podnosząc i ćwicząc mięśnie ręki w rożnych pozycjach-automatycznie napinam i ćwiczę mięśnie brzucha. Jest rozwiązanie! Nawet  ciągłe zmęczenie i odpoczynek na leżąco -nie muszą być przeszkodą, można ćwiczyć na leżąco!!!

Porządkując torebkę znalazłam wydruk z wagi w klubie fitness z wrześniową datą -ciekawe różnica między nim a wynikiem ze szpitala, który mnie zdziwił wynosiła tylko 4kg. Biorąc pod uwagę czas 9 miesięcy (wrzesień-czerwiec) nie jest to jakiś tragiczny wynik. Poprzedni do września od pocz.maja (5mscy) to spokojnie 5kg- a ten wtedy nie wzruszył mnie zupełnie. No tak… ale teraz cyfra z przodu się zmieniła…i na tą zmianę zareagował mój umysł…

Wyniki szpitalne O.K. -nic strasznego więcej nie znaleźli, przyczyny  ani  żadnego rozwiązania na aktualny stan-również niestety nie znaleźli. Za to trochę odpoczęłam. Zauważyłam, że stresujące dla mojego organizmu jest brak informacji(o której ?jakie badania?,gdzie?), poczucie izolacji i ograniczenia. Nie można wyjść poza obręb szpitala, a ja tu na czczo i nie ma dla mnie śniadania, a mnie nie o tym nie  uprzedzono -nieoczekiwanie miałam ochotę i zjadłam w pierwszym dniu 4 markizy (kupione jakoś przypadkiem, gdy w końcu przekonałam personel, że muszę wyjść do samochodu – i przy okazji kupić coś sobie do jedzenia). W następne nie miałam już takiej potrzeby.Jeden dzień zajęło mi  przystosowanie się do nowych ograniczeń i powrót do spokoju. Dostęp do wifi (w szpitalu!) i możliwość słuchania zaplanowanych webinarów bardzo mi pomógł. Drugiego dnia przyszła nowa pacjentka, nie byłam już sama. Mogłam pomóc jej w odzyskaniu łączności ze światem (tel. wylądował w wc i tam również wszystkie kontakty). Rozwiązywanie problemów(używam swoich mocnych stron) generuje u mnie pozytywny nastrój i przełamuje poczucie braku wpływu. Wymiana doświadczeń obniżyła poziom niepewności. To bardzo ciekawe: dzielona niepewność (obie byłyśmy w stanie niewiadomej )obniża jej poziom.

Zmiana wymaga czasu, przyzwyczajenie się do zmiany również. Jeśli  przyjmiemy z akceptacja inność inną od oczekiwanej-zyskamy lepsze poznanie siebie i elastyczność w podejściu do trudności.

Zadbanie o wsparcie w postaci informacji czy kontaktu z osobami które również przechodzą dana zmianę lub zmagają się z podobnym problemem daje siłę, szersze spojrzenie, łatwiej o akceptację, szybciej o wprowadzenie wspierających przekonań. Jak np.te oczywiste a jednak nieoczywiste , że ubranie jest dla ciała, a nie odwrotnie…

Przywiązanie do własnego wizerunku-jest również przywiązaniem...dlatego czasem może być trudno z akceptacja jego nieoczekiwanej zmiany.

Daj znać w komentarzu, podziel się refleksją jeśli ten wpis jest dla Ciebie wartościowy. Blog jest moim miejscem, gdzie dzielę się własnymi osobistymi obserwacjami (dot. uczuć, myśli, zdarzeń-które mają wpływ na mój nastrój stąd laboratorium nastroju , oraz  jak go przywrócić do optymalnego stanu, dzięki pewnym technikom,wiedzy czy własnym odkryciom -stąd klinika nastroju). Jeśli chcesz możesz skorzystać, zainspirować się do własnych poszukiwań. Zawsze jednak sprawdź-co u Ciebie funkcjonuje, co ci służy, z czym czujesz się dobrze. Jeśli Ci się nie podoba, nie zgadzasz się- nie potrzebuję  być o tym  informowana, zachowaj to dla siebie. Po prostu znajdź coś dla siebie gdzie indziej 😉

O efekcie ekspozycji

pomoc w akceptacji

filmy z Trinny i Susannah 

i jeszcze uwalniająca muza na blokady myślowe własne lub otoczenia

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

2 komentarze

  1. Taniu, nie mogę się zgodzić z tym co piszesz. Zrozumiałam, że w szpitalu zrobili badania i niczego nie stwierdzili? Zapalenie płuc można wyleczyć, depresję też. Na pewno warto sobie zadać pytanie: skąd ona się bierze? Może już znasz odpowiedź na to pytanie… „To mój brzuch wziął na siebie ciężar mojej choroby”…. Jakiej choroby? Brzuch jest efektem zaniedbań. Tylko i wyłącznie. Regularne, zdrowe posiłki, zero podjadania, rezygnacja że słodyczy, może zmiana diety, ruch, wysiłek fizyczny. Jak to wygląda u Ciebie? Nie jesteś młodsza. To, że jeszcze tak niedawno Twój organizm zachowywał się inaczej, nie znaczy, że zawsze tak będzie. Starzejemy się, zmieniamy i my musimy się do tego dostosować. Nie będę Cię głaskać po główce, bo to nic nie da. Przyzwyczaisz się do większej siebie, bo wątpię, że taka się zaakceptujesz, i nie będziesz robić nic! A masz działać! Tylko nie mów mi, że się nie da! Da się!!! Trzeba tylko chcieć. Jakiś czas temu powiedziałam do siebie: RUSZ DUPĘ!!! I zaczęłam biegać. Oczywiście różnie bywało. Raz lepiej, raz gorzej. Efekt: schudłam, jestem bardziej pewna siebie, aktywna i bardzo to lubię, zyskałam psychicznie, jestem spokojniejsza, zyskałam spore grono przyjaciół z tą samą pasją, zaraziłam tym kilka osób i one dobrze się z tym czują.
    Moja rada dla Ciebie: zmiana diety, wprowadzenie jakieś aktywności fizycznej. Nie musi to być bieganie. Na pewno znajdziesz coś co Ci się spodoba. Na początek może być basen. Ćwiczyć możesz w domu. Niczego do tego nie potrzebujesz. Mogę podrzucić jakiś link z ćwiczeniami dla osoby początkującej. Mogę pomóc. Ale Ty musisz tego chcieć!!!! Pozdrawiam 😊 Bea

    • Cieszę się,że się spełniasz:-) jeśli Tobie ”rusz dupę” pomaga-super.Na mnie wprost odwrotnie…ja wolę ”głaskanie po główce”i mogę je sobie dać i zachęcić innych,którzy tego potrzebują aby mogli sobie to dać.Czułość,zrozumienie,akceptacja w relacji z sobą samą jest dla mnie tym co mnie syci.Nie potrzebuję ostrego traktowania.Wiem-sprawdziłam ;-). Jedni wolą kij inni marchewkę.Odkryłam,że dla mnie akceptacja ograniczeń przynosi lepsze owoce niż podnoszenie poprzeczki. wytrzymałości.Ograniczenia dają nowe możliwości-trzeba wymyśleć jak zrobić coś inaczej…co z powodzeniem mi się udaje.

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*