O deszczowym dniu,badaniu krwi i wierze w ludzi

» Napisany przez Lip 18, 2017 w Blog

O deszczowym dniu,badaniu krwi i wierze w ludzi

Polskie lato nie rozpieszcza, nawet jest dość ekstremalne- to była trzeźwa myśl po godzinie zmagania się ze spadkiem nastroju i orientowaniu się, że to czego doświadczam -to właśnie spadek nastroju…No bo, żeby nie wiedzieć co można na siebie włożyć w taką pogodę? A co to pierwszy raz deszcz pada i jest zimno? I żeby nie wiedzieć od czego zacząć, gdy tyle dookoła i nie ważne od czego się zacznie- ważne by zacząć? I to poczucie, że jeszcze wieczorem wszystko było O.K., a rano jakaś tragedia…chociaż nic zupełnie nic się nie wydarzyło przez noc…Ach i jeszcze te ”budujące myśli” odnośnie przyszłości- ”skoro latem się nie da, to w ogóle …”

Gdy już załapałam, że to tak dobrze mi znany prozaiczny ”spadek nastroju” wraz ze swoimi typowymi myślami wślizgującymi się niepostrzeżenie i obezwładniającymi umysł i wolę…. i  nie uległam tym przekonującym, emocjonalnie nacechowanym myślom -przywołując fakty. Jestem, żyję i z każdego spadku i kryzysu – wychodziłam!!!  To fakty! To nie trwa wiecznie- to tylko takie odczucie! Odrobina ulgi…ale i konsternacja …to takie drobne rzeczy potrafią tak mnie powalić? Czego jeszcze nie wiem o swojej kruchości? Kochana-zobacz jak szybko się zbierasz- gdzieś w głębi odzywa się ciepły, przyjazny głos…Skoro wczoraj opalałaś się i pływałaś i było ciepło i w miarę słonecznie- a dziś 15 stopni mniej, pogoda jak w  listopadzie-  czy rzeczywiście nic się nie zmieniło jak spałaś w nocy? A jaki to ma wpływ na twój mózg i jego funkcjonowanie? A może dasz mu trochę czasu aby ta zmianę ogarnął…tak na luzie bez spinki, że już teraz, bo to ”nic takiego” … Gdyby nie było ”nic takiego” -to by nie dał tego odczuć…

To, że ty byś chciała, żeby dawał radę -to jedno, a to że nie daje od razu -to takie są fakty…A jak możesz mu pomóc? Tak wiem, OBSERWACJA, AKCEPTACJA  I DOCENIANIE.

Nie szło mi zbyt dobrze…Jak to w co się ubrać? Dopiero tydzień temu zmieniłaś ciuchy z zimowych na letnie…-krytyczny głos perorował. DOŚĆ- zarządziłam. To ciekawe zjawisko, zobaczymy co będzie dalej…Bez oczekiwań, bez oceny za to  z ciekawością. Jak sobie z tym poradzę?

W głowie pustka jakby ktoś wykasował wszystkie obrazy, zestawy ubrań z których tyle co non-stop korzystałam. O.K.- trudno, pamięć mocno szwankuje-tj. nie mam teraz do niej dostępu. Zostaje wczytać dane na nowo.Podchodzę do szafy i przeglądam stosy sweterków, spodni, ciepłych sukienek. To nie działa…-myślę, czuję się zagubiona jak w supermarkecie.

O.K.- czego szukam? Ma być lekkie, ale ciepłe, dłuższe żeby pasowało do getrów (O getry, tak dobry pomysł! ) tych czarnych 7/8 .Ubiorę wygodne pełne chodaki -wytrzymają nawet deszcz i mogę być w nich boso, a i tak jest ciepło. Uwielbiam chodzić boso! I asymetryczną błękitną długą bluzkę -w sam raz na wspomnienie pogodnego nieba. O i chodaki też mam błękitne. I co dalej? O jest! Palce trafiają na burgundowy moherowy wiązany cardigan. Na wierzch żeglarska pasiasta granatowo-biała długa  wodo i wiatroodporna kurtka kieszonkowa i gotowa do wyjścia !

Kurcze, ale dlaczego było tak trudno? Zanim nastąpi akceptacja potrzebuje duuużo zrozumienia. Z poczuciem uff! ruszam do przychodni-dziś termin na badanie krwi.

Przy okienku do odbioru zleceń stoi kilka osób -raczej pusto.Okno otwarte, nie jest duszno i mogę obserwować pędzące warstwy chmur. Trochę to trwa, ale chmury zajmują mnie na tyle, aby nie zwracać uwagi na czas. Poczucie ”cichej rezygnacji z siebie i czającej się porażki” towarzyszy mi nadal. Trzyma się dobrze jak rzep psiego ogona. W tle słyszę jakieś głosy”proszę przede mną- przecież pani w ciąży” i ”nie ,nie nie trzeba- inny głos. Jestem już przy okienku, ale pani gdzieś wyszła…wzrok pada na listę osób obsługiwanych poza kolejnością. Czytam z nudów lub z nawyku, że jak coś pisze,to czytam…Ciekawe czy uwzględnili kobiety w ciąży-bo nie widzę. Nie ma? Doczytuje do końca. Jest ! Ale gdzie?Po po osobach represjonowanych i poszkodowanych przez…, po przecinku, a nie w osobnym punkcie. No super, na samym końcu, ale dobrze, że w ogóle jest!

Przychodzi pani z okienka ,dostaje numerek i idę do innego pomieszczenia. Łał! Ludziów jak mrówków. Wąsko, ciasno, bo to mały korytarzyk. Kilka zajętych miejsc siedzących ,stania tak na godzinę…Po chwili robi mi się duszno masakrycznie. Ściągam te wszystkie warstwy i dzwoni telefon. O Jola! Proszę kolejkowiczów o zajęcie mi kolejki i odchodzę szukając ustronnego miejsca z oknem. Jest! Jola jest dziś w kiepskiej formie, nie daje sobie rady z natrętnymi myślami. Słucham ze zrozumieniem, pomagam oddzielić fakty od odczuć i myśli . Dzielę się swoim porankiem i strategiami ,które może wypróbować u siebie. Słyszę, jak głos jej się zmienia na bardziej dźwięczny, jak to co mowie podnosi ją na duchu. Ja też czuję się mocniejsza. Wracam do kolejki .Patrzę a za mną młoda kobieta z w zaawansowanej ciąży.

Zwolniło się miejsce-niech pani usiądzie-pokazuje jej to wolne miejsce.”Nie, nie warto,ostatnio próbowałam, nie,tyle co się nasłuchałam, naprawdę, nie warto,postoję…

Łapię, że to jakieś nieporozumienie, że każda mówi o czymś innym. Jednocześnie czuje jej bezbronność, rezygnacje,ból. Nie będzie ryzykować , żeby ktoś znów na nią nie nakrzyczał. Czuję całą sobą jak ta kobieta jest zamknięta w tamtym przykry doświadczeniu z przeszłości. Jednocześnie wiem, że teraz to inni ludzie.Nie czuję wrogości, zniecierpliwienia, nikt nie narzeka, nie złości się.

Ale przecież nie znam ich, nie wiem jak mogą zareagować. Coś we mnie głęboko się nie zgadza z tym co zrobili jej jacyś inni ludzie i z tym, że ta kobieta nosząca nowe życie teraz tak się czuje. Coś trzeba zrobić! Mój niedawno uciszony krytyk przypomina mi ”pamiętasz-ludzie raczej nigdy cie nie słuchali”. Tak wiem, dziękuje  ,ale mimo to spróbuje. Ciekawe czy zadziała pewna strategia. Jeszcze nie do końca pomyślałam jak to zrobię, gdy słyszę własny głos.

Jest donośny i słyszę ”Przepraszam, tam jest napisane,że kobiety ciężarne mają pierwszeństwo. Czy ktoś z państwa jest przeciwny ,aby przepuścić ta panią? Umilkłam, zakłopotana tym że zwróciłam na siebie uwagę. Słyszę : proszę,proszę,niech pani podjedzie do przodu- życzliwe glosy zachęcają. Uff-jest dobrze.

Po chwili doganiają mnie szalejące z niepokoju emocje (zadziałałam szybciej niż one zdążyły się uaktywnić). Oddycham i skupiam się na powolnym oddychaniu.

– ”No niektórzy to nie rozumieją, że trzeba kogoś przepuścić”-słyszę męski dźwięczny głos. Odzywa się z dezaprobatą  do starszej kobiety, która weszła do gabinetu nie puszczając ciężarnej. Uff! Zadziałało-nawet ktoś przejął pałeczkę!

Po jakimś czasie wychodzi szczęśliwa i uśmiechnięta przyszła mama. Cała jest rozpromieniona.

-A pani za kim stała, bo ja za panią, a teraz nie wiem…-odzywa się do niej jedna z kobiet.

-O, za tą panią-co mnie tu popchała do przodu -mówi pokazując na mnie.

Czuję się głupio- ale wytrzymam.

-Może, to nie wygląda, ale to już końcówka ósmego miesiąca -mówi z wyraźna dumą na odchodnym.

-Zdrówka i dobrego rozwiązania-rzucam za nią.

Dusza mi się śmieje, że udało się przywrócić wiarę w ludzi tej noszącej nowe życie kobiecie i… że ludzie nie zawiedli.

Czuję się jakbym rozbiła emocjonalny bank -wygrana z ”brakiem perspektyw” .

Bywa, że zmaganie i prace jaką wykonujemy sami z sobą (jakkolwiek głupia ,długotrwała ,nużąca i banalna się nam wydaje) jest tym czego najbardziej potrzebujemy, aby  procentowało i dawało owoce w tzw.świecie. Obszarem mojej pracy są emocje,wrażliwość (czy nadwrażliwość z którą się zmagam) ale ona właśnie jest potrzebna aby zauważać i być dla innych.

Jeśli coś było dla Ciebie wartościowe-daj mi znać w komentarzu! Jeśli nie było nic- po prostu nic nie pisz 😉

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Zapisz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*