O guziczku percepcji i schemacie WSZYSTKO ALBO NIC

» Napisany przez Sie 16, 2017 w Blog

O guziczku  percepcji i schemacie WSZYSTKO ALBO NIC

Czy tego chcemy czy nie tak jak materia składa się z cząsteczek -te z atomów , a te z jeszcze mniejszych i mniejszych -coraz to odkrywanych cząstek- tak nasze życie składa się z …drobiazgów. Te łącza się w sploty wydarzeń, nieoczekiwanych okazji bądź porażek. Te wszystkie nasze duże rzeczy w życiu też składają się z małych elementów: następujących jeden po drugim lub łączących się w całość. Niektóre są zupełnie niewidoczne, niezauważalne, nawet nie mają większego wpływu przy wielu innych mu podobnych, niektóre jednak stają się być kluczowe- nie wiedzieć czemu z jakiego powodu.

O takiej jednej właśnie małej rzeczy -guziczku- kilka sytuacji, które pozwoliły mi zaobserwować ciekawe zjawiska.

Po ponad półrocznej przerwie zabrałam się za szycie ,naprawianie przeróżnych nagromadzonych w tym czasie ubrań -a to szew puścił w koszulce, a to dziura się zrobiła w kurtce, rozpruł się sweterek, wypruła się gumka itp. stos całkiem pokaźny upchany w worku ”do szycia” czekał aż będzie właśnie ten moment aby zrobić z tym porządek. Wśród zmiennej letniej pogody nadarzyła się ten moment, że było bezsłonecznie- ale nie drastycznie ciemno i ponuro za to z przyjemnym chłodem po upalnym poprzednim dniu. Odpadało wyjście na basen pod chmurką. Zbliżał się też termin naszego letniego wyjazdu z dziećmi i kilka ulubionych rzeczy czekały na naprawę i spakowanie.

Szycie szło sprawnie. Niektóre rzeczy wymagały inwencji i poszukania materiału na podkładkę -np. rozdarta kurtka, aby podłożyć do środka i razem przeszyć tak aby ścieg się nie rozszedł ani nie zmarszczył materiał. Zmiana koloru nici- każdorazowe wyciąganie i przewlekanie przez wszystkie prowadnice, napinacz aż do igły oraz  ustawianie ściegów (inne do rozciągliwych materiałów, inne do normalnych , jeszcze inne do tych potrzebujących wzmocnienia) też szło sprawnie. Dwie godziny minęły nie wiem jak. Sterta naprawianych rzeczy czekała do odbioru przez dzieci. Ta radość z ”nowej ” sukienki, która można włożyć – bo już falbana przyszyta czy ulubione spodnie bez rozprucia w kroku…Największa radość zrobiło odnalezione żółte bolerko,” zaginione” z powodu rozprucia szwu na rękawie. Nie trwała jednak zbyt długo, okazało się że brakuje guziczka -takiego malutkiego zgrabnego, którego niestety nie było w moich zapasach guzików. Również nie było tak małego rozmiaru, nie mówiąc o kolorze…cytrynowym. Trzeba będzie wybrać się do pasmanterii i znaleźć coś co pasuje. Pogoda ”rozlała się” więc pasmanterią odłożyłyśmy na następny dzień razem z wieloma innymi sprawunkami-jak to zwykle przed wyjazdem…

Następnego dnia jednak słońce wcale nie wstało. Ciemno i ponuro było do 16. Czułam się jakby mnie ktoś wrzucił i zamknął w ciemnej piwnicy.Plany z wczoraj rozsypały się w drobny mak, nawet trudno było zebrać myśli- co w ogóle miałam zrobić? ”Odzyskiwanie danych” i bieżąca organizacja i funkcjonowanie domu  stawało się duuużym wyzwaniem. Jednak nie niemożliwym do realizacji. Sukcesywnie krok po kroku przypominały się  zadania, które mogłam realizować. Jeszcze tylko wyjście do apteki…przy okazji spacer…Kupiłam potrzebne leki, wykupiłam receptę dla syna i już miałam wszystko odfajkować z tym cudownym uczuciem, że jednak mimo trudności dało się radę , gdy….GUZICZEK!!!

Stoję przed apteką, sprawdzam czas- 18.04 . To nie ważne, że pasmanteria jest o 3 min drogi stąd…jest już po 18, więc zamknięta. Stoję i obserwuję jak absurdalne poczucie porażki ogarnia część mojego umysłu. Z jaką łatwością przychodzi deprecjonowanie wszystkich osiągnięć dnia dzisiejszego …jestem pod wrażeniem. Stoję doświadczam , obserwuję. To wydaje się takie realne, prawdziwe. Nie wchodzę w to, ale też nie mogę od tego uciec…to poczucie, uczucie jest doświadczeniem, które się dzieje.

No, to po ptokach…-idziemy na spacer! Mówię na głos i czuję jak racjonalny umysł przestawia się na działanie. Córka szczęśliwa (była razem ze mną) z radością biegnie w kierunku placu zabaw. Wracamy po dwóch godzinach. W między czasie uczucie porażki nieznacznie się zmniejszyło.

Wyobrażasz sobie? Mały niekupiony guziczek do bolerka, które leżało nie używane, wiec dało się bez niego żyć…stało się najważniejsze, ważniejsze od lekarstw, wszystkich załatwionych dziś spraw – opowiadam mężowi zyskując pełen obraz absurdu. Śmiejemy się serdecznie.                                                                Przecież ma inne, też je lubi, więc nic, nic się nie stało… w dodatku jutro też jest dzień-w prawdzie sobota i będziemy się pakować , ale w ramach luzu można wyskoczyć…                                                                  Rozluźniam się jeszcze bardziej. Czuję się jak po przejeździe kolejką górską odzyskując twardy grunt pod nogami.

Łał- to tak działa schemat -WSZYSTKO ALBO NIC-doznaję olśnienia. Zaburzone postrzeganie rzeczy ważnych i mniej ważnych. Wyolbrzymione szczegóły, pomniejszone znaczenie rzeczy naprawdę istotnych. Brak dostępu do satysfakcji, dominujące uczucie porażki, nierealistyczne oczekiwania, pomniejszanie swojego wkładu pracy, pokonywanych trudności  z naciskiem na BRAK, a nie na OSIĄGNIĘCIA. Jakby patrzyło się na rzeczywistość przez okular mikroskopu, gdzie przy dużej rozdzielczości widać tylko naprawdę małe rzeczy, a większe wychodzą poza obszar lub granice są tak rozmyte, że się ich nie widzi. To jak wysoka gorączka z majakami jaka czasem występuje przy np. grypie , objaw źle funkcjonującego mózgu i umysłu.

GUZICZEK- zapisujemy jako hasło w naszym rodzinnym słowniku na okoliczność skupiania się na rzeczach mało ważnych z pominięciem realnych osiągnięć.

c.d.n. w następnym wpisie

Zapisz

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*