Jesienne przyjemności

» Napisany przez Paź 24, 2017 w Blog

Jesienne przyjemności

Niby nic wielkiego… kwitnące wiosną obwieszczają maturzystą , że to ich czas, latem nie zwracają na siebie uwagi, za to teraz jesienią dają tyle radości i to nie tylko dzieciom. Tak, to  kasztany.

Jeden właśnie spadł prosto z nieba. Świeżutki, błyszczący z odcieniami brązu i czekolady  z tajemniczymi kręgami  i z białym meszkiem, który po kilku godzinach zniknie,  toczy się wprost pod moje nogi.

Poranny prezent. Czuję się obdarowana. On ląduje w kieszeni kurtki. Jest w tym coś prostego, a zarazem niezwykłego. Lubię jego wilgotny lekko chłodny dotyk. Po kilku dniach nabierze wyrazistej formy, pojawią się fałdy i wgłębienia. Będzie przyjemnie ciepły.

Czasem ma towarzysza, czasem wystarczy jeden. Lubię obracać go w kieszeni, gdy stoję  w kolejce do kasy lub idę sobie ulicą. Jest czystą przyjemnością bez innego przeznaczenia. Nie będzie z niego żaden ludek czy inny twór wymyślny.

Zostanie ze mną do wiosny. Potem wyrzucony razem z wiosennym praniem kurtki.

Nie mam tego z żołędziami. Zastanawiam się dlaczego kasztan?

Może przez jego wielkość ?Idealnie mieści się w dłoni. Nie za duży, nie za mały.

A może przez to spektakularne spadanie? Zielona kolczasta kula spada z kilku metrów i z głuchym trzaskiem  rozbija się o ziemię otwierając  czekoladowe wnętrze, które jak kule bilardowe  wystrzeliwują w różnych kierunkach.

Czasem to istne bombardowanie, tyle że bez żadnych ofiar. Za to szczęśliwych, radosnych małych, trochę starszych i tych całkiem dorosłych jest wtedy dużo więcej. Gonią uciekające kulki, czasem się zderzają ze sobą. Trwa rywalizacja. Kto więcej, kto szybciej dobiegnie do właśnie spadającego.

Spadają zawsze o tej porze roku. Czy jest słonecznie, czy siąpi deszcz, nawet w ulewę.

 

 

Napisz komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*