Ścieżki umysłu vs. prostota

» Napisany przez Mar 23, 2020 w Blog

Ścieżki umysłu vs. prostota

Poniedziałek godz.11 to od kilku miesięcy był mój czas na aktywność fizyczną w gronie kobiet z ćwiczeniami po których czułam się dobrze w swoim ciele, czas w którym doświadczałam jak bardzo jestem w umyśle i jak coraz bardziej wchodzić w czucie zostawiając myślenie.

Poprzednia pora godz.19.20 była dla mnie o dziwo (chodzę raczej późno spać) zbyt późna i czułam się zbyt zmęczona na wyjście z domu. Zmiana dnia pn. zamiast cz.i godziny okazała się strzałem w dziesiątkę. Systematyczność wzrosła do 100% . Nie było sytuacji abym nie poszła, bo umysł mnie zatrzymał (jakieś sensowne wytłumaczenie że coś innego jest teraz ważne).

Zdarzały się jednak przedziwne sytuacje, notorycznie zapominałam zabrać ze sobą swojej maty do ćwiczeń zabierając za to swój mały kocyk i skarpetki antypoślizgowe i termosik z letnią dobrą herbatą czy wodą. Mata była pod nosem przy butach które ubierałam. Korzystałam więc z tych na miejscu. Po jakimś czasie w ogóle nie szykowałam sobie maty do zabrania. Gdy się przyjrzałam swoim działaniom po gimnastyce zauważyłam, że brak maty bardzo mi sprzyjał. Swobodnie załatwiałam różne sprawy czy robiłam zakupy bez jej noszenia i pamiętania o niej.

Tego poranka 9.03 wiedziałam, że gimnastyki nie będzie- narodowa kwarantanna i odwołane wszędzie wszystkie zajęcia. Czułam niechęć i dyskomfort do samodzielnych ćwiczeń. Gdy jednak przypomniałam sobie te uczucia błogości w ciele, dobrego samopoczucia ”po” naturalnie przyszły obrazy mnie ćwiczącej. Wyobrażanie sobie mnie ćwiczącej było przyjemne i nie było w nim presji, że już mam zacząć to robić i całej argumentacji jakie to dla mnie zdrowe i potrzebne…Zatopiłam się w tym uczuciu błogości jak to będzie czuć to na własnej skórze.

Po krótkim czasie wychodząc z sypialni naturalnie przyszła mi ochota poćwiczyć. Rozejrzałam się więc za swoją matą i nie było jej tam gdzie zawsze. Hmm…zastanowiło mnie to. Chwilę poświęciłam na szukanie, bez rezultatu i pierwsza myśl oczywiście była „nie mam maty-nie ćwiczę no bo jak?” Akurat gdy ta myśl przyszła byłam w przedpokoju gdzie w torbie miałam swój kocyk do ćwiczeń. Kocyk!!! Zadowolona z tak prostego rozwiązania zabrałam go do salonu.

Zaraz przyszło uczucie dyskomfortu i nieadekwatności. Sprawdziłam: o co chodzi?

-No to jest salon…

-I co?

-No tu się nie ćwiczy!

-Serio??? Uśmiałam się wewnętrznie, zauważając jednak tą przeszkodę która z łatwością pokonałam byłam już zdeterminowana i uradowana pierwszym zwycięstwem. Zdałam sobie sprawę, że umysł ma ”poukładane” co gdzie się robi i potrzebuje aby mu dać te wskazówki. Dotąd wykonywałam pojedyncze ćwiczenia na stojąco rano w kuchni lub przy myciu zębów w łazience…ruchy miednicy wspaniale uwalniają nagromadzone napięcie i poranny rozruch jest taki przyjemny ;-).

Rozłożyłam kocyk wzięłam poduszkę do pozycji na kolanach i zaczęłam ćwiczyć ufając pamięci ciała, które od wielu miesięcy ćwiczyło naśladując pozycje instruktorki i będąc przez nią korygowana w pewnych postawach. Doświadczenie przyjemności płynącej z ćwiczeń, to rozgrzanie, poczucie wpływu, radość, błogość przyszło bardzo szybko już po kilku powtórzeniach. Podłoga i poduszka okazała się idealna do wymagającego ćwiczenia w którym wymagany był poślizg. Stało się dla mnie jasne jak słońce i oczywiste po co potrzebne mi było to zapominanie…Po co tyle razy powtarzane krok po kroku instrukcje słowne do podstawowej postawy i tej wymagającej ”policzek”. Wystarczy bowiem kocyk, ręcznik, chustka, poduszka czy sweter aby móc zacząć i nie zatrzymać się na ”ale umysłu”. Czym innym jest patrzeć na instruktora i wykonywać ćwiczenia, a czym innym odtworzyć je samemu…

Tak zatrzymuje się za zdumieniem nad tym ”mniej znaczy więcej”. Im mniej wymagań tym mniej obiekcji i koniecznych do spełnienia warunków. Prostota nie ma wyśrubowanych wymagań i dobrze się sprawdza w większości okoliczności, które zazwyczaj nie należą do idealnych. Znalezienie swoich czynników sprzyjających (u mnie kluczowa była pora dnia) do danej aktywności jest kluczowe i wspiera mocno i naturalnie wszystkie nasze ”dlaczego to robię”.

Znacie to? Gdy chcecie coś zrobić i jest to zgodne z waszymi celami, pragnieniami jakaś część Was natychmiast wyrzuca wszystkie ”ale” możliwe trudności, komplikacje itp. ? I ta gotowość do ruszenia już zostaje przytrzymana, wyhamowana na przechodzenie jednej po drugiej zaporze , a gdy już nie ma żadnych ”ale” nie ma też tej energii i chęci pierwotnej i tak łatwo stwierdzić…coś w stylu ”nie dam rady”, ”muszę odpocząć”, ”innym razem”…?

Ten element procesu zmiany (bo zaczynanie czegoś nowego, to zmiana) to przechodzenie przez OPÓR. Jest on nieodłączną częścią każdego procesu zmiany. Może przybierać różne formy. To ta część naszego ”oprogramowania” która chroni nasze życie i dla której każda zmiana jest zagrażająca. Wychodzi bowiem z prostego założenia : skoro dotąd przeżyliśmy ”bez tego” to po co cokolwiek zmieniać i zużywać energię…

Dlatego właśnie drobne zmiany łatwiej nam wprowadzić, bo nie aktywują takiego oporu. Sama świadomość istnienia oporu pozwala nam go wziąć pod uwagę i zarezerwować czas i środki na jego przejście. Utwierdza nas też w przekonaniu, że dana zmiana jest naprawdę dla nas ważna i chcemy jej nie na powierzchownym poziomie, ale jesteśmy doń zdeterminowani.

W pracy ze zmianą i pracą z oporem najszybsze efekty przynosi postawa ciekawość ,chęci poznania, akceptacji, docenienia -przeciwne efekty odnosi postawa walki, wysiłkowa -to tylko wzmaga opór i jest jeszcze trudniej.

Jeśli ten wpis był dla Ciebie inspirujący, coś Ci dał zostaw ślad w komentarzu. Jeśli jednak nie- zostaw to miejsce puste i poszukaj w sieci bardziej dostosowanych do swoich potrzeb treści.